To przecież „Za myślą poety” Dulębianki!

Właśnie ten obraz musiał oczarować młodego Żeromskiego – to skojarzenie wracało do mnie od pierwszej chwili, gdy zobaczyłam dzieło Dulębianki.

Portret kobiety z książką pędzla Marii Dulębianki był dla wielu osób największym olśnieniem zeszłorocznej wystawy „Co babie do pędzla?! Artystki polskie 1850–1950” w Muzeum Narodowym w Lublinie (kuratorka: Bożena Kasperowicz). Dzieło znajduje się w kolekcji prywatnej.

Wcześniej znałam ten obraz tylko z opracowań poświęconych polskim artystkom; określano go tam jako Portret młodej kobiety. W katalogu wystawy został opisany po prostu: „Portret, 4. ćw. XIX wieku”. W ostatnim momencie udało mi się dodać jego reprodukcję do książki Własna pracownia. Gdzie tworzyły artystki przełomu wieków (również z takim ogólnym podpisem).

Dopiero gdy obejrzałam później dzieło Dulębianki na żywo, uderzyło mnie, że znam ten obraz – i wcale nie jest to zwykły portret. Cały czas miałam go przed oczami, a tak długo nie dostrzegałam prawdy.

Jak w dobrej powieści kryminalnej.

Sprawczyni

Dulębianka należała do pierwszego pokolenia artystek, które tak silnie odcisnęły piętno na polskiej sztuce. Urodzona w Krakowie, krótko uczyła się w Kunstgewerbeschule w Wiedniu, by potem przejść ścieżką typową dla swoich rówieśniczek: najpierw nauka u Wojciecha Gersona w Warszawie, potem w Académie Julian w Paryżu.

Szybko zyskała opinię dobrej malarki, choć nigdy nie osiągnęła sukcesu dorównującego jej koleżance, Annie Bilińskiej. Z czasem karierę artystyczną Dulębianki przysłoniła działalność społeczna i feministyczna.

Trudno nam dziś ocenić jej twórczość, ponieważ najbardziej chwalone i nagradzane dzieła znamy głównie z opisów. Maria, wiecznie na walizkach, nieustannie w tarapatach finansowych, sprzedawała swoje obrazy jak najszybciej, w różnych miastach, bez komfortu dokumentowania dorobku czy przekazywania swoich dzieł do zbiorów publicznych.

Paradoksalnie zachowało się wiele prac z końcowego etapu twórczości Dulębianki – szkicowych, postimpresjonistycznych, niewielkich formatów. Gdy w 1903 roku artystka zamieszkała wraz z Marią Konopnicką w dworku w Żarnowcu pod Krosnem, który poetka otrzymała darze jubileuszowym, na parę lat zyskała bowiem namiastkę stabilności. Największa kolekcja jej obrazów znajduje się dziś właśnie w powstałym tam Muzeum Marii Konopnickiej.

Maria Dulębianka, fot. Zakładu Fotograficzny „Kostka i Mulert” (Warszawa), ok. 1887, Muzeum Narodowe w Warszawie
Maria Dulębianka, Autoportret w berecie, ok. 1901, Lwowska Galeria Obrazów

Z wcześniejszego, bardziej cenionego okresu realistycznego zachowały pojedyncze dzieła większych rozmiarów. Ave Maria, obraz rodzajowy z rozmodlonymi dziećmi, przechowywany w Żarnowcu. Po wyroku, malowany w Monachium i opisany przez Konopnicką w liście do Elizy Orzeszkowej, w kolekcji Muzeum Niepodległości w Warszawie. Kilka portretów poetki, szczególnie ten jubileuszowy, z 1902 roku, w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie. Autoportret w berecie w Lwowskiej Galerii Obrazów.   

Maria Dulębianka, Ave Maria, ok. 1891, Muzeum Marii Konopnickiej w Żarnowcu
Maria Dulębianka, Po wyroku (Uwięziona), 1900, Muzeum Niepodległości w Warszawie

Te najciekawsze nie trafiły do muzealnych kolekcji. Zwykle trudno prześledzić, gdzie w ogóle trafiły.

Sama jedna, studium kobiety w rozpaczy, obszernie chwalone na łamach prasy przez Stanisława Witkiewicza. Sieroca dola,wyróżniona tzw. zaszczytną wzmianką (honorable mention) na wystawie powszechniej w Paryżu w 1889 roku. Chloe, zwracająca uwagę kobiecym aktem i tematyką mitologiczną, pokazana na paryskim Salonie i entuzjastycznie przyjęta przez polską krytykę.

Wreszcie: Za myślą poety, czyli obraz, który zachwycił Stefana Żeromskiego.

Główny świadek

Żeromski zapisał w dzienniku pod datą 17 maja 1888 roku: „Uderzyła mnie tylko jedna nowa a piękna rzecz – Za myślą poety Dulębianki. Jest to jedna z najlepszych rzeczy, jakie może stworzyć kobieta. Obraz ten stoi na równi z pieśniami Konopnickiej, z powieściami Orzeszkowej. Jest w tym owo zagięcie palca do nerwu uczuć, jakie znają i umieją odczuwać, umieją zarazem odtwarzać tylko kobiety”.

Co za intuicja! Dulębianka i Konopnicka poznają się lada moment. (Więcej na ten temat piszę w biografii Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki.)

Żeromski miał wtedy dwadzieścia kilka lat i całą karierę literacką dopiero przed sobą. Wydaje się jednak znamienne, że jego uwagę przykuła właśnie bohaterka pochłonięta lekturą, a właściwie – przeżywaniem lektury.

„Twarz nie jest zamyślona, oczy nie roztkliwione, nie ma tam rozmarzenia – jest tylko skupienie duszy w namiętnie zamkniętych powiekach, w całej twarzy jest obraz nieświadomości, a więc jedynego prawdziwego uczucia, jakie nami włada przy czytaniu poetów. Chce się rozgiąć karty książki, jaką trzyma bohaterka obrazu, i doznać tych samych boskich, piekielnie gwałtowanych, a tłumionych w mięśniach twarzy uczuć, jakie widnieją na twarzy tamtej” – zauważał Żeromski.

Stefan Żeromski, Zakład Fotograficzny „Ganz” (Zurych), ok. 1893, Biblioteka Narodowa
Fragment obrazu Dulębianki na wystawie w Muzeum Narodowym w Lublinie, 2025, fot. KDZ

„Spróbujcie określić wrażenie, jakie sprawie na was czytanie Szekspira, czytanie, co więcej, Mickiewicza. Powiecie, że to wami wstrząsa, że wam się to »podoba«, że robi na was wrażenie – oto i wszystko. Kobieta zaś mówi farbami, co się czuje czytając poetę” – zachwycał się w dzienniku.

Na końcu stwierdzał: „Dulębianka posiada zasób psychologii artystycznej i technikę malarską, jakie powinny ją zaprowadzić na wysoki szczebel sztuki”.

Wiele podejrzanych

Zaraz, zaraz, ale skąd wiadomo, że Żeromski oglądał właśnie ten konkretny obraz Dulębianki – zapytacie. I słusznie. Początkowo wcale nie byłam tego taka pewna.

Sprawy nie ułatwia ogromna popularność tego tematu malarskiego. Czytelniczki zapełniają nieprzebraną liczbę obrazów z drugiej połowy XIX wieku: rozmarzone i zamyślone, poważne i skupione, zalotne i figlarne.

Richard Bergh, Artystka Julia Beck, ok. 1882, Nationalmuseum, Sztokholm
Elisabeth Keyser, Czytająca kobieta, Meudon, 1886, Nationalmuseum, Sztokholm
William Quiller Orchardson, Dolce far niente, 1872, kolekcja prywatna
Robert James Gordon, Czytająca kobieta, ok. 1877, Art Gallery of New South Wales, Sydney
Henri Morisset, Lektura, 1901, Musée d’Orsay, Paryż
Georges Croegaert, Lektura, ok. 1890, Musée Carnavalet, Histoire de Paris

Książka bywa atrybutem dam pozujących do portretu. Może podkreślać intelektualne zainteresowania bohaterki obrazu albo pokazywać modelkę w prywatnych chwilach, w czasie wolnym. Odłożona na bok, połączona z melancholijnym spojrzeniem w dal, sugeruje głęboką zadumę. Czytana z wypiekami na twarzy przez kokieteryjną elegantkę wzbudza zaciekawienie: co też czyta ta piękność i czemu się tak uśmiecha?   

Teodor Axentowicz, Czytająca, 1899, Muzeum Narodowe w Krakowie
Henri Fantin-Latour, Czytająca kobieta, 1861, Musée d’Orsay, Paryż
Henri Fantin-Latour, Victoria Dubourg, 1873, Musée d’Orsay, Paryż
Susan Macdowell Eakins, Czytająca kobieta, 1879-1884, The Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork

Tytuł Za myślą poety oraz notatka w dzienniku Żeromskiego dawały pewne wyobrażenie, jaki kierunek obrała Dulębianka. Bohaterka jej obrazu nie czytała, lecz odłożyła książkę na bok. Przymknąwszy oczy, oddawała się myślom czy emocjom, jakie wzbudziła w niej lektura.

Albert Bartholomé, Żona artysty (Périe, 1849-1887) podczas czytania, 1883, The Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork
Louis C. Tiffany, Louise Tiffany podczas lektury, 1888, The Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork
Hans Heyerdahl, Przy oknie, 1881, Nasjonalmuseet, Oslo

Nie mogłam jednak wykluczyć, że Maria malowała zadumaną czytelniczkę kilkakrotnie. Wyciszone, kameralne kompozycje oraz studia i portrety kobiet należały do ulubionych tematów artystki, a książkę znajdziemy w rękach niejednej bohaterki jej obrazów. Wielu prac Dulębianki nie znamy. Dlaczego nie miałaby powtórzyć podobnego motywu?

Maria Dulębianka, Na prymarii, „Tygodnik Ilustrowany”, 1890, Muzeum Narodowe w Warszawie
Maria Dulębianka, Portret Marii Konopnickiej, ok. 1890, Muzeum Marii Konopnickiej w Żarnowcu

Pewną podejrzliwość wzbudziła we mnie też karykatura obrazu Za myślą poety, którą znalazłam w czasopiśmie satyrycznym „Mucha”. Na rysunku myśl poety, który z poematem w kieszeni czeka na obiad, biegnie ku porcji flaczków i kufelkowi piwa.

Karykatura obrazu Marii Dulębianki pokazywanego w 1888 roku na wystawie Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie, „Mucha”, 1888, Biblioteka Narodowa

Naturalnie można uznać, że to po prostu humorystyczna interpretacja tytułu. Jednak karykatury dzieł sztuki – typowa rubryka w XIX-wiecznej prasie satyrycznej – często mniej lub bardziej nawiązywały do oryginalnej kompozycji i powtarzały zasadniczy układ sceny. Zastanawiałam się więc, czy na przykład czytelniczka na obrazie Dulębianki nie została ukazana w podobnej pozie co poeta, a więc z profilu, siedząc zwrócona w prawą stronę.

Karykatura obrazu Józefa Chełmońskiego pokazywanego w 1888 roku na wystawie Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie, „Mucha”, 1888, Biblioteka Narodowa
Fotografia zaginionego obecnie obrazu Józefa Chełmońskiego „W kościele” (1887), Muzeum Narodowe w Warszawie

Równocześnie chyba najbardziej zmylił mnie Żeromski, który pisał: „Twarz bohaterki obrazu jest brzydka, ciało chude, lecz malowane tak sztucznie, że robi wrażenie – płaskorzeźby”. Nie przyszło mi do głowy, że tak według pisarza może wyglądać brzydka modelka.

Materiał do rysopisu

Co zrobić? Postanowiłam poszukać bardziej szczegółowych informacji w prasie z epoki. Najcenniejsze okazało się obszerne omówienie dzieła w Echach warszawskich publikowanych w „Przeglądzie Tygodniowym”.

Autor wyjaśniał czytelnikom (i czytelniczkom!): „Obraz jest studium kobiety, jeszcze młodej, aczkolwiek nie pierwszą młodością. Płeć biała i delikatna, włosy czarne, zalotnie nad czołem ułożone, ręce śliczne, figurka zgrabna, ujęta w skromną ciemną suknię; oczy, jak się domyślać można, duże, pokryte powiekami, na ustach zagasł leciuchny półuśmiech zadowolenia, ręka opuszczona trzyma księgę poezji: lektura miłą była i marzenie jest przyjemnym”.

Maria Dulębianka, Portret kobiety – prawdopodobnie obraz „Za myślą poety”, ok. 1887, kolekcja prywatna

Zestawienie tego opisu z obrazem pokazywanym w Muzeum Narodowym w Lublinie właściwie nie pozostawia wątpliwości. Ciemna suknia, jasna cera, czarne włosy charakterystycznie ufryzowane nad czołem, przymknięte oczy, lekki uśmiech, książka w opuszczonej dłoni – to ta sama bohaterka.

Co ciekawe, wyraz twarzy czytelniczki, który zrobił tak silne wrażenie na pisarzu, nie wszystkim przypadł do gustu. Szczególnie zamknięte oczy.

„Ta postać rozmarzona książką, którą w ręku trzyma, ma wyraz nieco zbliżony do rozpoczynającej się drzemki. Wprawdzie marzenie nie jest niczym innym, niż snem na jawie; można jednak różnicę tych dwóch wyrazów odszukać i uwydatnić” – zaznaczał delikatnie Wojciech Gerson w czerwcu 1888 roku w „Tygodniku Ilustrowanym”.

„Gdyby nie było podpisu, myślelibyśmy, że to kobieta drzemiąca nad nudną książką” – narzekał bez ogródek ksiądz Eustachy Skrochowski w 1889 roku na łamach „Czasu”. Choć tego autora akurat nazwać poważnym krytykiem, bo w jego tekście panuje terminologiczne pomieszanie z poplątaniem. Obraz Dulębianki nazywa aktem oraz dodaje: „Ale wykonanie niezwykłe, śmiałe, w kierunku plein-airu, ale z pewną oryginalnością, wyróżnia ten obraz”.

Malarz Antoni Piotrowski wkrótce rozprawi się z tymi nonsensami w „Nowej Reformie”: „W żadnym razie więc Za myślą poety aktem nazywać nie można, bo każdy, co zna znaczenie tego wyrazu akademickie, wyobrazi sobie nagą osobę czytającą książkę i będzie miał niedokładne pojęcie o obrazie p. Dulębianki”.

Piotrowski wyjaśni też, że „plein-air” oznacza malowanie na świeżym powietrzu, gdy tymczasem „Dulębianka umieszcza kobietę czytającą w pokoju z żółtym obiciem, w otoczeniu rozmaitych drobiazgów”. Recenzent z „Przeglądu Tygodniowego” doda jeszcze jeden szczegół: modelka zastygła w pozie „bezsilnie pochylonej na miękkich poduszkach”.

Porównajmy materiał dowodowy, to znaczy zerknijmy na obraz. Żółta ściana w tle, miękkie poduszki. Watsonie, to elementarne – wszystko się zgadza.

Znaki szczególne

Reprodukcje nie mogły oddać kolorystyki, sposobu malowania czy skali. Wymiary są zaś znaczne (105 × 91 cm), a obraz przedstawia postać prawie naturalnej wielkości. Gazety informujące o przesłaniu dzieła na wystawę podkreślały zaś, że Za myślą poety to „obraz olejny większych rozmiarów”.

Dopiero na żywo widać również niezwykle precyzyjne modelownie twarzy, które Żeromskiemu skojarzyło się z płaskorzeźbą.

Niektórzy krytycy porównywali styl obrazów Dulębianki z tego okresu do malarstwa Gabriela Maxa. Ten austriacki artysta, urodzony w Pradze i działający w Monachium, malował obrazy rodzajowe często inspirowane mistycyzmem i spirytualizmem, co uczyniło z niego prekursora symbolizmu. (Kojarzony jest też z umiłowania do portretowania małp. W kalendarzu na rok 2026 wydanym przez Muzeum Narodowe w Warszawie i Wydawnictwo Marginesy można znaleźć mój krótki esej o jego obrazie Małpa z bukiecikiem fiołków.)

Henryk Struve tak pisał w 1889 roku w „Kłosach” o obrazie Dulębianki pod tytułem Sieroca dola, który przedstawiał chorego chłopczyka i pielęgnującą go siostrzyczkę: „Biorąc sobie, jak się zdaje, za wzór Gabriela Maxa, artystka zwróciła tutaj uwagę tylko na duchowy wyraz, na psychiczny nastrój swych dziecięcych postaci, a całe ich otoczenie, wszystkie akcesoria traktuje, że tak powiem, ascetycznie nadając całości jednostajny, monotonny brunatny koloryt”.

Na obrazie Za myślą poety paleta kolorystyczna nie jest aż tak zawężona. Kompozycję ożywiają błękitne poduszki, zielone liście, czerwonawy wzór obicia czy narzuty w rogu. Uwaga widza skupia się jednak na wyrazie twarzy i dłoniach – jednej z książką, drugiej częściowo zaciśniętej.

Z kolei rośliny po prawej stronie, zarysowane asymetrycznie na płaskim tle, przywodzą na myśl wpływy japonizmu. Podobny motyw znajdziemy na niejednym modernistycznym portrecie przełomu XIX i XX wieku.

Gabriel Max, Jasnowidząca z Prevorst, 1892, Národní galerie Praha
Józef Pankiewicz, Portret dziewczynki w czerwonej sukience, 1897, Muzeum Narodowe w Kielcach

Okoliczności i poszlaki

Na liście pytań pozostają jeszcze dwie ważne kwestie: czas i miejsce. Kiedy Dulębianka mogła namalować tę pracę? Gdzie? Kto jej pozował?

Pierwszą wzmiankę znajduję w „Kurierze Warszawskim” z 18 stycznia 1888 roku. Gazeta informowała, że obraz rodzajowy Dulębianki „zadeklarowany na tegoroczną wystawę konkursową […] z powodu niedyspozycji artystki znajdzie się za dni kilka w dziale prac pozakonkursowych”.

Coroczną rywalizację artystyczną organizowała Zachęta. Dulębianka miała już za sobą udany debiut na warszawskim konkursie – w 1886 roku zgłosiła na niego obraz Sama jedna. Choć nie został dostrzeżony przez jury, zyskał pewien rozgłos. Brak nagrody dla artystki tak głęboko oburzył Stanisława Witkiewicza, malarza i wytrawnego krytyka, że szeroko opisał w „Wędrowcu” dzieło i talent jego autorki.

Jeśli obraz Za myślą poety był gotowy do wysłania na wystawę już na początku 1888 roku, to można śmiało założyć, że Dulębianka namalowała go w roku poprzednim. Pracowała wtedy dużo i na wystawach pokazywała wyłącznie najnowsze dzieła. Rok 1887 Maria spędziła jednak w rozjazdach.

Fragment obrazu Dulębianki na wystawie w Muzeum Narodowym w Lublinie, 2025, fot. KDZ

Zimą kończyła jeszcze studia w Paryżu.

Wiosną na krótko otworzyła pracownię w Wiedniu, lecz odwiedzający ją tam korespondent „Echa Muzycznego, Teatralnego i Artystycznego”, szeroko omawiający gotowe dzieła, nie wspominał o żadnym obrazie podobnym do portretu zamyślonej czytelniczki.

We wrześniu Dulębianka wzięła udział w Pierwszej Wielkiej Wystawie Sztuki Polskiej w Krakowie, jednak pokazała tam trzy inne prace.

W listopadzie była już w Warszawie, gdzie na poddaszu kamienicy przy Alejach Jerozolimskich wynajęła mieszkanie-atelier. Zapewne właśnie tam namalowała Za myślą poety, kończąc dzieło tuż przed wystawą. To tłumaczyłoby jej plany zgłoszenia pracy na konkurs, które ostatecznie pokrzyżowała nieokreślona niedyspozycja, jak dyskretnie informowała prasa. Zagadką pozostaje tożsamość modelki. Może była to jedna z koleżanek malarki?

Choć obraz pokazano na wystawie Zachęty poza konkursem, spotkał się ze sporym zainteresowaniem. Wiosną 1889 roku Dulębianka przesłała go na wystawę Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w krakowskich Sukiennicach. Dzieło zakupiono tam za 250 złotych reńskich (florenów) do rozlosowania wśród członków Towarzystwa. Jego szczęśliwym posiadaczem został wkrótce niejaki Tadeusz Kulmke.

Fragment wykazu dzieł sztuki rozlosowanych wśród członków TPSP w Krakowie – pod numerem 49 „Za myślą poety” Dulębianki, Sprawozdanie Dyrekcji Zjednoczonego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie z czynności za rok 1889, Biblioteka Narodowa

Pojedynek obrazów

Tak się złożyło, że na warszawskiej wystawie obraz Dulębianki zawisł obok Autoportretu z paletą Anny Bilińskiej.

Anonimowy recenzent „Przeglądu Tygodniowego” w marcu 1888 roku uznał to za niefortunne zestawienie, przynajmniej dla tej pierwszej: „P. Maria Dulębianka – artystka – niezupełnie szczęśliwie i trafnie zrobiła, umieszczając swój obraz pt. Za myślą poety nieopodal znanego portretu Bilińskiej w Towarzystwie Zachęty”.

Dlaczego? Otóż każdy zwiedzający mimowolnie porównywał obie prace – i obie artystki. Choć obraz Dulębianki sam w sobie był bardzo udany, to według krytyka nie wytrzymywał porównania z dziełem jej koleżanki.

Julian Maszyński, Salon Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie, „Tygodnik Ilustrowany”, 1888, Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy – Biblioteka Główna Województwa Mazowieckiego

Dziennikarz pisał: „Postać kobiety na portrecie p. Bilińskiej – to uosobiona energia, to czyn, pełen ufności w swą siłę i zdolność; z ostrych cokolwiek linii, z prostoty układu i stroju – prostoty skromnej, niemal ubogiej, wieje wyzywająca chęć pokazania: patrzcie – czym jestem, jam kobieta czynu, kobieta prosta, silna, realna. A u p. Dulębianki zupełnie przeciwnie”. Swobodnie rozparta na poduszkach czytelniczka, delikatna i jakby bezsilna, z przymkniętymi oczami, kontrastowała w jego oczach z pełnym mocy autoportretem.

„Zwracam uwagę na sprzeczny charakter tych dwóch studiów dlatego, że porównanie nasuwa się widzowi mimowolnie i koniecznie” – usprawiedliwiał się krytyk.

Rzeczywiście, gdy zestawimy obrazy Dulębianki i Bilińskiej, trzeba przyznać mu rację. Analogii jest wiele: od autorstwa (prace niemal tak samo wykształconych artystek), przez temat (portret kobiecy), po podobieństwa kompozycyjne (pozy bohaterek przypominające swoje lustrzane odbicie, swobodnie opuszczona dłoń z rekwizytem), kolorystykę (czarne suknie, złotawe tło), a nawet wymiary (105 × 91 cm i 117 × 90 cm).

Maria Dulębianka, Portret kobiety – prawdopodobnie obraz „Za myślą poety”, ok. 1887, kolekcja prywatna
Anna Bilińska, Autoportret z paletą, 1887, Muzeum Narodowe w Krakowie

Recenzent był pewny, że to Bilińska wychodzi zwycięsko z tej rywalizacji. Jego opinię potwierdzał zresztą deszcz nagród, jaki spadł na malarkę za ten właśnie autoportret – w tym pierwsza nagroda w konkursie Zachęty.

W Warszawie Bilińska pokonała wtedy między innymi swojego dawnego nauczyciela, Wojciecha Gersona, który za obraz Zjawa Barbary Radziwiłłówny zyskał drugą nagrodę, oraz Lucjana Wędrychowskiego, wyróżnionego za Kuszenie św. Antoniego. Była jedyną kobietą biorącą udział w rywalizacji. Jaka szkoda, że Dulębianka nie zdążyła!

Wojciech Gerson, Zjawa Barbary Radziwiłłówny, 1886, Muzeum Narodowe w Poznaniu
Lucjan Wędrychowski, Kuszenie św. Antoniego, 1886, Muzeum Narodowe w Krakowie

Wspomniany krytyk na łamach „Przeglądu Tygodniowego” wyrokował: „Pod względem technicznym oczywiście studium p. Dulębianki niżej stoi. Nie ma tej dokładności i pewności rysunku, tło obrazu zupełnie błahe i niejasne, wypukłość za mała. Co do mnie – wolę kościstą i prozaiczną kobietę p. Bilińskiej, niż idealną i pełną poezji p. Dulębianki”.

A co bardziej działa na nas dzisiaj? Aż chciałoby się znów zobaczyć te dwa obrazy obok siebie.

Fragment obrazu Dulębianki na wystawie w Muzeum Narodowym w Lublinie, 2025, fot. KDZ

Przedsięwzięcie finansowane w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO) ze środków Unii Europejskiej – NextGenerationEU w ramach inwestycji A2.5.1 „Program wspierania działalności podmiotów sektora kultury i przemysłów kreatywnych na rzecz stymulowania ich rozwoju”