Już sto lat temu zadawano sobie pytanie, które powieści Prusa warto zekranizować. Ostatecznie w dwudziestoleciu międzywojennym powstała tylko adaptacja debiutu pisarza pod tytułem Dusze w niewoli (więcej na ten temat w pierwszej części artykuł).
Niektórzy wskazywali jako ciekawy materiał Emancypantki, inni podkreślali epickość Faraona. Poeta Stefan Godlewski stał się natomiast prawdziwym ambasadorem sfilmowania Lalki. W 1936 roku w magazynie „Kino” opublikował cały artykuł, w którym krok po kroku wyjaśniał, dlaczego uważa powieść Prusa za idealnie „fotogeniczną”.
Prus, Dickens i Żeromski
„Podobnie jak nie wszyscy ludzie w jednakowym stopniu są fotogeniczni, nie wszystkie utwory literackie jednakowo nadają się do kinematografowania” – zaczynał swój tekst Godlewski.
Za przykład pozytywny uznawał ekranizację Davida Copperfielda Dickensa, wyprodukowaną w Hollywood rok wcześniej (reż. George Cukor). Za próby nieudane: adaptacje powieści Żeromskiego.

Autor zauważał: „Nasi krajowi producenci filmów posiadają specjalną predylekcję do kinematografowania utworów Stefana Żeromskiego”. Rzeczywiście, tylko w tamtym roku na ekrany kin trafiły Wierna rzeka i Róża, w 1933 zekranizowano Dzieje grzechu, a wcześniej powstało jeszcze kilka filmów niemych na kanwie dzieł pisarza.

Godlewski nie kierował swojej krytyki w stronę autora Przedwiośnia, wręcz przeciwnie. Zwracał raczej uwagę, że literatura tego typu jest po prostu trudna do przeniesienia na ekran. „Jakże bowiem sfotografować przenośnie i porównania stylu Żeromskiego […]? Jak sfotografować jego czarującą retorykę liryczną, jego przymiotniki?” – pytał czytelników i czytelniczki.
Inne dzieła literackie, jego zdaniem, nadawały się na materiał filmowy o wiele bardziej: „Dziwi mnie natomiast bardzo, że polscy filmowcy nie zwrócili dotychczas uwagi na niezwykłą fotogeniczność utworów powieściowych Bolesława Prusa”.
Szczególnie ponętnym wyzwaniem dla reżysera wydawała się Godlewskiemu adaptacja Lalki. Nie chodziło nawet o wdzięczny punkt wyjścia dla pięknego filmu kostiumowego, lecz wyobraźnię i styl narracji Prusa.
„Jestem pewien, że prędzej czy później kinematografia polska owe arcydzieło prusowskie zrealizuje i stworzy z Lalki obraz kinematograficzny nie mniej wzruszający od Davida Copperfielda” – marzył poeta.
„Fotogeniczność” Lalki
Godlewski cytował nawet szczególnie „filmowe” fragmenty powieści. Na przykład ten, w którym Izabela Łęcka kupuje posążek Apollina i fantazjuje w śnie, że rzeźba ożywa i co noc przyjmuje rysy innego mężczyzny: a to dzielnego generała, a to sławnego tenora.
„Mamy tu do czynienia z najczystszą fantastyką, ale z fantastyką dającą się wybornie sfotografować. Z fantastyką typu kinematograficznego” – przekonywał autor.

Albo scena, w której Rzeckiemu przed oczami przesuwa się całe życie: „Kiedy Prus pisał te słowa, nikomu jeszcze na świecie nie śniło się nawet o komponowaniu scenariuszy filmowych. Mózg Prusa antycypował pomysły kinematograficzne i technikę pisarską, która dopiero później znacznie miała znaleźć zastosowanie praktyczne do użytku kinematografii”.
Koncepty pisarza, jakby skrojone pod potrzeby filmowców, zachwycały Godlewskiego. „My w naszej literaturze wyprzedziliśmy, jak się okazuje, całą Europę i Amerykę, dzięki Prusowi. Wyprzedziliśmy nieświadomie. Ani świat, ani ogół nasz o scenariuszowości Lalki nic nie wie. Sami nie wiemy, co posiadamy. Najbardziej zadziwia to, że fotogeniczności Lalki nie odkryli reżyserzy filmowi”.
Swoje uwagi na ten temat Godlewski powtórzył później na falach Polskiego Radia w ramach cyklu odczytów pod tytułem Książki, do których się wraca. Treść jego wystąpienia przedrukowało pismo „Prosto z Mostu”.

Stojąc przed radiowym mikrofonem, poeta tłumaczył obrazowo: „Proszę państwa. Pragnąłbym, żeby każdy z moich szanownych słuchaczy wyobraził sobie na chwilę, że jest reżyserem filmowym. Postarajcie się odczytać w waszej wyobraźni słowa: FIRMA OGLĄDANA PRZEZ SZKŁO BUTELEK. Czyż słowa te nie powinny każdego reżysera filmowego i każdego operatora wprawić w rozmarzenie? Czyż nie powinny one budzić w każdym filmowcu pokusy dokonania takiego zdjęcia fotograficznego, które by było odpowiedzią na retoryczne pytanie postawione w nagłówku pierwszego rozdziału Lalki?”.
Sklep Wokulskiego i okno Rzeckiego
Powiedzieć, że Godlewski był miłośnikiem Lalki, to nic nie powiedzieć. W 1937 roku wydał cały tomik wierszy inspirowanych powieścią Prusa. Każdy utwór poprzedzał odpowiedni fragment książki, z którym autor prowadził poetycki dialog.
Godlewski regularnie ogłaszał również w prasie różne ustalenia związane z ukochaną książką. Przede wszystkim starał się wyśledzić na mapie Warszawy punkty związane z powieścią, takie jak adres sklepu Wokulskiego czy mieszkania starego subiekta Rzeckiego.

Latem 1936 roku również na łamach „Kina” podzielił się swoimi odkryciami topograficznymi. Drobiazgowo analizował opisy, w których znaleźć można było okruchy informacji o miejscach odwiedzanych przez bohaterów. Redakcja magazynu uzupełniła jego artykuły o fotografie zidentyfikowanych miejsc, a nawet fotomontaż rekonstruujący sklep z szyldem „J. Mincel & S. Wokulski”.




W tym samym czasie Godlewski zainicjował wraz z „Wiadomościami Literackimi” kampanię na rzecz wmurowania tablic upamiętniających Wokulskiego i Rzeckiego. W inicjatywę zaangażowało się też „Kino”, donosząc o postępach prac i ofiarując składkę na ten cel.


Projekt udało się zrealizować już po niecałym roku, wiosną 1937. Pismo informowało wtedy z dumą: „W roku bieżącym mija dwadzieścia pięć lat od śmierci Bolesława Prusa. Warszawa uczciła tę rocznicę, wciągając na listę swych obywateli tych dwóch, najbliższych sercu Prusa bohaterów jego powieści”.

Od radia do kina?
Godlewski przekonywał, że nadchodzącą rocznicę można by uczcić również przeniesieniem na ekran powieści Prusa. Miał nawet nadzieję, że jego ustalenia topograficzne także przysłużą się ekranizacji Lalki: „z pożytkiem przeczytają [te uwagi] ci filmowcy, którzy, jak słyszę, zamierzają nieśmiertelny utwór Aleksandra Głowackiego przenieść na taśmę kinematograficzną”.
Może było już blisko? W lipcu 1937 „Kino” donosiło: „W kołach filmowych rozeszła się pogłoska o projekcie sfilmowania arcydzieła Bolesława Prusa – Lalka”. Zapowiedź ta brzmiała jednak bardzo ogólnie i widocznie nigdy nie doszła do skutku.
Stefan Godlewski nie zrezygnował jednak z agitowania na rzecz ekranizacji najsłynniejszego dzieła Prusa. Podczas wystąpienia w Polskim Radiu w 1939 roku do długiej listy swoich argumentów dodał jeszcze kilka nowych.
„Lalka – o ile informacje moje są ścisłe – należy podobno po dzisiejszy dzień do najpopularniejszych powieści polskich i konkuruje skutecznie z najbardziej poczytnymi powieściami kryminalnymi. Świadczą o tym – jak mnie zapewniano – zarówno statystyki bibliotekarskie, jako też niesłychane zabrudzenie egzemplarzy tej książki w wypożyczalniach publicznych” – przekonywał.
Powoływał się także na „radiowe” walory książki: „Nie zapomnieliście też zapewne tych wybornych słuchowisk, podczas których znakomici aktorzy recytowali wam uradiofonizowane fragmenty Lalki. Podczas owych słuchowisk mieliście okazję przekonać się, że Lalka nadaje się wybornie do radiofonizacji”. A skoro tak, to doskonale nadaje się też na film.



„Będę szczęśliwy, jeśli pogawędka ta przyczyni się bodaj w najmniejszym stopniu do zainteresowania polskich filmowców i miłośników filmu kinematograficznością utworów Prusa” – kończył swoje wystąpienie Godlewski.
Marzenie poety o ekranizacji Lalki spełniło się z nawiązką.
Pisarz i film dźwiękowy
W artykule o „fotogeniczności” Lalki Godlewski odwoływał się do „kinowej” wyobraźni Prusa, której miał wybitnie dowodzić jego świeżo odnaleziony utwór Widziadła.
O sprawie tej „Kino” pisało szerzej kilka tygodni wcześniej w artykule Nowela „kinowa” Bolesława Prusa. Prus przepowiedział film dźwiękowy. Otóż tygodnik „Pion” opublikował wtedy nieznany tekst z 1911 roku, który w skutek różnych zawirowań nie ukazał się za życia pisarza.
„Uważamy za właściwe poinformować o tym fakcie literackim czytelników »Kina«, z tego powodu, że fantastyczna owa nowela osnuta jest na wątku kinematograficznym. Stanowi ona wyborny materiał do scenariusza dźwiękowej krótkometrażówki, aczkolwiek w czasach, kiedy Prus utworek ten pisał, film dźwiękowy nie był jeszcze wynaleziony” – zachwycało się pismo.
Bohaterek noweli jest litewski ziemianin, który przybywa do Warszawy w interesach. Po paru flaszeczkach wypitych w winiarni Fukiera doznaje halucynacji i wraz z towarzyszami ogląda wyświetlany na ścianie obraz, który jest nie tylko ruchomy, ale i dźwiękowy.
„To musi być kinematograf… I jak szczęścia pragnę, tak on nam pokazuje coś, niby naszego kochane Stare Miasto… Nawet słyszę głosy…” – mówi jeden z bohaterów. Drugi odpowiada przytomnie: „Bo widać jest to kinematograf gadający…”.
Choć Prus, pisząc te słowa w 1911 roku, znał oczywiście wynalazek kinematografu, to dodanie do obrazu dźwięku wciąż było jeszcze futurologiczną fantazją. Pierwsze polskie filmy dźwiękowe powstały dopiero w 1930 roku, stąd zachwyt magazynu „proroczym” pomysłem pisarza.
O możliwościach, jakie przyniesie rozwój techniki, Prus wspominał już zresztą wiele lat wcześniej. W 1896 roku w swojej Kronice tygodniowej prowadzonej na łamach „Kuriera Codziennego” opisał polskich wynalazców udoskonalających aparaty do wyświetlania ruchomych obrazów. Przytaczał też słowa jednego z nich, który przewidywał połączenie ruszających się fotografii z urządzeniem odtwarzającym dźwięk.

Pisarz komentował: „Stajemy na granicy nieomal fantastycznego świata. Bo proszę sobie wyobrazić naszych wnuków, którzy będą słuchali oper, będą przypatrywali się baletom, będą przyjmowali żywy udział w zabawach, pracach, w posiedzeniach parlamentu, w codziennej bieganinie, a nawet – w sporach i walkach ludzi, którzy już od dawna zmarli, po których nawet nie zostały prochy…”.
A nawet – będą mogli obejrzeć Lalkę.

Pierwsza część artykułu:


