, , ,

Pierwsza lekarka i cesarskie cięcie, czyli (znów) na marginesie serialowej „Lalki”

W pierwszym odcinku serialu Netflixa Lalka pojawia się postać lekarki, która w dość nieoczywistych warunkach wykonuje cesarskie cięcie. Sceny tej próżno szukać w książce Prusa. Czy taka sytuacja mogła się wydarzyć? Kim mogli się inspirować twórcy?

Artykuł może zawierać niewielkie spoilery związane z pobocznym wątkiem.

Głos na lekarkę

Akcja powieści rozgrywa się w latach 1878-1879; w serialowej wersji w kilku momentach również można dostrzec rok 1878 w nagłówkach listów czy gazet.

Właśnie w styczniu tamtego roku na posiedzeniu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego (TLW) ważyły się losy pierwszej kobiety, która pragnęła dołączyć do grona jego członków. Niespodziewanie wywołało to awanturę na całą Warszawę.

Młoda lekarka Anny Tomaszewicz, która obroniła doktorat w Szwajcarii, przesłała swoje prace naukowe na ręce prezesa Henryka Hoyera. Ten bardzo przychylnie ocenił przeprowadzone przez nią badania i 4 grudnia 1877 roku zreferował je z uznaniem na zebraniu TLW. Podkreślał jak odnotowano w sprawozdaniu, że „zestawione w owych pracach spostrzeżenia były robione na zwierzętach, na których zręczna rączka damska sama wykonała wiwisekcje”.

Henryk Hoyer, prezes Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego, „Kłosy”, 1884, Biblioteka Narodowa

Wydawało się, że droga do członkostwa stoi przed nią otworem. Nikt nie protestował, nikt się nie sprzeciwiał, więc na 8 stycznia 1878 roku zarządzono głosowanie. Kandydatura Tomaszewiczówny niespodziewanie jednak upadła. O włos! A właściwie o głos – dosłownie jeden głos. Zdobyła większość, ale według regulaminu kandydat potrzebował poparcia minimum 2/3 głosujących; za przyjęciem lekarki było 19 członków, a przeciwko 11.

Głosowanie było tajne, jednak jeden z przeciwników ujawnił się kilkanaście dni później na łamach pisma „Medycyna”. Gustaw Fritsche nadesłał do redakcji tekst, w którym zarzucał prezesowi TLW, że ten zarządził głosowanie „nie nad tym: czym zgadzają się członkowie na przyjmowanie kobiet-lekarek do Towarzystwa, jak być powinno, lecz wprost nad kandydaturę panny Tomaszewicz”. Wyjaśniał, że w grę nie wchodziła więc personalna niechęć czy niepochlebna opinia o jej osiągnięciach, lecz… zasadniczy sprzeciw wobec kobiet lekarek.

Dopiero niemal dwadzieścia lat później, w styczniu 1896 roku, „Tygodnik Ilustrowany” wreszcie doniesie: „Do grona członków Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego znakomitą większością głosów powołaną została pierwsza lekarka p. Elżbieta Downarowicz”.

Ogłoszenie lekarki Elżbiety Downarowicz, „Kurier Warszawski”, 1896, Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie
Praca Elżbiety Downarowicz opublikowana w „Pamiętniku Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego”, 1893, Biblioteka Narodowa
Tablica z rysunkami Elżbiety Downarowicz ilustrującymi jej artykuł „Pamiętniku Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego”, 1893, Biblioteka Narodowa

Szwajcarskie studia

Serialowa lekarkę i Tomaszewiczównę wiele łączy: obie ukończyły studia w Zurychu, wzbudziły niechęć części warszawskich lekarzy i miały problem z nostryfikacją dyplomu w Imperium Rosyjskim. Co więcej, Anna w 1881 roku poślubi kolegę po fachu, lekarza Konrada Dobrskiego, i odtąd będzie używała podwójnego nazwiska: Tomaszewicz-Dobrska, gdy tymczasem bohaterka produkcji Netflixa nazywa się Zofia Dobska. Inspiracja wydaje się oczywista.

Szwajcarskie uczelnie przodowały w przyjmowaniu studentek. Od 1864 roku kobiety mogły studiować medycynę w Zurychu, a wkrótce również w innych miastach. Na przykład Teresa z Ciszkiewiczów Ciszkiewiczowa ukończyła studia 1878 roku w Bernie, a Teodora z Kosmowskich Krajewska – w 1892 roku w Genewie.

Tomaszewicz-Dobrska szczegółowo opisała swoje doświadczenia w liście do Elizy Orzeszkowej, która prosiła o garść porad dla planującej studia medyczne znajomej; zachowaną korespondencję podał do druku Zbigniew Filar w książce Anna Tomaszewicz-Dobrska. Karta z dziejów polskich lekarek.

Lekarka polecała nie Zurych, gdzie językiem wykładowym był niemiecki, lecz Genewę, ze studiami po francusku, dobrą atmosferą i dużym gronem studentek w podobnej sytuacji. Sam egzamin doktorski radziła zdawać w Paryżu: „Na pierwsze lata studiów Szwajcaria jest odpowiedniejszą, ponieważ życie tam zdrowsze i tańsze niż w Paryżu, a […] wydziały liczą mniej studentów i dostęp do materiały naukowego łatwiejszym jest dla kobiet”.

Uniwersytet w Paryżu przyjął pierwsze kobiety na studia medyczne w roku akademickim 1868/1869, a w 1875 roku pierwsza Francuzka otrzymała prawo do otwarcia praktyki lekarskiej. Aż do 1914 roku wśród studentek medycyny przeważały cudzoziemki, w tym Polki.

„Panna Karolina Szulcówna z Warszawy, broniąca rozprawy swojej na stopień doktora w szkole medycznej w Paryżu”, „Kłosy”, 1889, Biblioteka Narodowa

Z Zurychem wiązał się jeszcze jeden, zasadniczy problem. W 1876 roku – gdy Tomaszewiczówna była w samym środku studiów – zaczął obowiązywać ukaz carski zabraniającym poddanym rosyjskim naukę na tej właśnie uczelni.

Dyplom z Zurychu – czy Petersburga?

W serialu sprawę nostryfikowania dyplomu Zofii Dobskiej załatwia sowita łapówka wręczona carskiemu urzędnikowi przez Wokulskiego. W prawdziwej historii Anny Tomaszewicz-Dobrskiej było inaczej – i dużo ciekawiej.

Obroniony za granicą doktorat wcale nie oznaczał, że absolwentka medycyny mogła od razu pracować w zawodzie, ponieważ tę kwestię regulowały miejscowe przepisy.  Tomaszewiczówna musiała zdać dodatkowy egzamin państwowy na rosyjskim uniwersytecie.

Ale co z zrobić z nieszczęsnym dyplomem z Zurychu? Lekarka tak opisywała swoje losy Orzeszkowej: „Ja sama byłam studentką zurichską i nie zostałabym dopuszczoną do żadnego egzaminu w Petersburgu, gdyby nie czysto wypadkowa okoliczność. Nieboszczyk Kozłow (inspektor akademii medyko-chirurgicznej) miał polecone dostarczyć dla haremu sułtana kobietę lekarza, która by mówiła płynnie po francusku, niemiecku i angielsku. Na razie żadna z kobiet lekarzy Rosjanek temu warunkowi zadość nie uczyniła, a ja się zgodziłam; Kozłow uznał mnie za odpowiednią i dlatego tylko przy podpisywaniu zezwolenia na zdawanie egzaminów udał, że nie zauważył Zürichu na dyplomie”.

Tomaszewiczówna przenosi się więc do Petersburga i zaczyna naukę. Nie sprzyja jej surowy klimat, sytuacja polityczna i trudna sytuacja finansowa, ale dopina swego i zdaje egzamin. Niejasne pozostaje tylko, jak ostatecznie udaje się jej uniknąć zesłania do haremu. W każdym razie w 1880 roku wraca triumfalnie do Warszawy. Może leczyć!

Anna Tomaszewicz-Dobrska na okładce pisma „Dziennik dla Wszystkich”, 1882, Biblioteka Jagiellońska

Pionierka celebrytka

Gdy dwa lata wcześniej jej podanie o przyjęcie do TLW zostało odrzucone, Towarzystwo odcięło się od przeciwników emancypacji kobiet. Negatywna opinia Fritschego rozpętała jednak prasową dyskusję, która rozlała się daleko poza środowisko medyczne. Dość powiedzieć, że w sprawie Tomaszewiczówny wypowiedział się między innymi Bolesław Prus, stały felietonista „Kuriera Warszawskiego”.

Fritsche wysuwał w „Medycynie” szereg argumentów przeciwko lekarkom, dość zresztą błahych i łatwych do zbicia: że kobiet zajmujących się medycyną właściwie nie potrzeba, że studiowanie nie pasuje do kobiecego usposobienia, że kobieta ma w życiu inną rolę i pole działań. A poza tym kobiety chcą studiować „nie przez zamiłowanie do nauki lub chęć poświęcenia się dla ludzkości, lecz przez jakieś awanturnicze usposobienie, przez chęć zabłyśnięcia czymś oryginalnym”.  

Marguerite Cockett podczas przeprowadzania zabiegu w sali operacyjnej z amfiteatrem dla studentek, 1903, Woman’s Medical College of Pennsylvania, Drexel University Archival Collections

Prus miał używanie. W lutym 1878 roku w Kronice tygodniowej odnosił się do absurdalnych argumentów konserwatystów punkt po punkcie. Na argument „Dotychczasowy zakres działalności kobiecej jest obszerny i wspaniały, nowych więc dróg szukać nie potrzeba” odpowiadał przytomnie: „Znowu zasada z gruntu fałszywa, na mocy której potępiać by należało tych wszystkich, którzy na przykład pracują nad nieznanymi wynalazkami. Każdy się zgodzi na to, że dotychczasowy zakres pracy męskiej jest obszerny, wspaniały, nie idzie jednak zatem, abyśmy nie mieli pracować nad udoskonaleniem telefonów, skraplaniem gazów itd.”.

Choć serialowa Dobska ma bliskie stosunki z redakcją „Bluszczu”, to w rzeczywistości pismo było dość ostrożne w popieraniu postulatów emancypacyjnych. Początkowo redakcja wcale nie zareagowała na odrzucenie kandydatury przez TLW. Dopiero w 1880 roku, gdy lekarka wróciła do Warszawy z nostryfikowanym dyplomem, w stałej rubryce Kronika działalności kobiecej odnotowano: „Pierwsza u nas kobieta-doktor, p. Tomaszewicz […] w lecznicy przy ulicy Niecałej udziela w godzinach oznaczonych porady lekarskiej, w chorobach kobiet i dzieci”.

Amerykańskie studentki medycyny ze szkieletem, 1895, Woman’s Medical College of Pennsylvania, Drexel University Archival Collections

Nieco odważniej „Bluszcz” wypowiedział się rok później, poświęcając niemal całą Kronikę pionierkom w dziedzinie medycyny w różnych krajach, ponieważ „pisma zajmujące się przyszłością medycznego zawodu kobiet zwracają uwagę, iż obecnie wszystkie już cywilizowane kraje świata posiadają kobiety lekarki”.

Redakcja odnotowała oczywiście nazwisko panny Tomaszewicz, ale także, co ciekawe, Marii Zakrzewskiej – lekarki pochodzenia polskiego, urodzonej w Berlinie, „która w 1853 r. wyemigrowała do Ameryki. Zakrzewska studiowała medycynę w Bostonie, tamże doktoryzowaną została i tam praktykuje jeszcze obecnie z powodzeniem”. Jak podawano, „Ameryka liczy dziś 500 lekarek, doktoryzowanych w Ameryce lub Europie”, a „dziekan Medycznej Kobiecej Szkoły w Pensylwanii podaje cyfrę doktoryzowanych tamże kobiet na 189”. Przykład zza oceanu rozpalał wyobraźnię.

Lekarka Maria Zakrzewska, ok. 1860, A Woman’s Quest. The Life of Marie E. Zakrzewska, M.D., 1924, U.S. National Library of Medicine
Strona tytułowa autobiograficznego szkicu Marii Zakrzewskiej wydanego w Bostonie, 1860, University of California Libraries

Postać pierwszej warszawskiej lekarki w ogóle przyciągała uwagę prasy. Życie prywatne – również. Na przykład „Nowiny” w 1881 roku w dziale Różności donosiły: „Doktor i doktorowa. W lipcu w Warszawie odbył się ciekawy ślub. Dr Konrad Dobrski ożenił się z doktorem, panną Anną Tomaszewicz, która zrobiła examin i ma patent na doktora; po ślubie pojechali państwo młodzi na zjazd lekarzy do Krakowa”.

Z kolei „Dziennik dla Wszystkich”, który opublikował na pierwszej stronie wielki portret lekarki, dodawał, że na krakowskim zjeździe państwo Dobrscy byli „przedmiotem ogólnej uwagi, a nawet pewnego rodzaju owacji”.

Konrad Dobrski i Anna Tomaszewicz-Dobrska, „Album zasłużonych lekarzy polskich”, 1925, Biblioteka Jagiellońska

Pacjentka Orzeszkowa

Serialowa lekarka przyjaźni się z Orzeszkową, która kieruje pismem „Bluszcz”. O ile praca pisarki w redakcji jest wytworem fantazji (więcej na ten temat w poprzednim artykule), to Tomaszewicz-Dobrska rzeczywiście znała i ogromnie ceniła Orzeszkową.

Zachowała się serdeczna korespondencja lekarki z autorką Nad Niemnem. Jak wynika z pierwszego listu, znajomość nawiązały w 1885 roku – doktorka sama nazwała się wtedy „jedną z najgorętszych wielbicielek” talentu Orzeszkowej. Później Tomaszewicz-Dobrska służyła jej radą w różnych sprawach, a także brała udział w organizacji jubileuszu pisarki w 1907 roku (więcej o tym wydarzeniu piszę w biografii Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki).

Uczestniczki Zjazdu Kobiet zorganizowanego w ramach jubileuszu Orzeszkowej w Warszawie, m.in. Maria Dulębianka (pierwsza z lewej) i Anna Tomaszewicz-Dobrska (pierwsza z prawej), „Świat”, 1907, Biblioteka Uniwersytecka KUL

Tomaszewicz-Dobrskiej zdarzyło się nawet postawić korespondencyjnie diagnozę Orzeszkowej. W 1893 roku pisała do niej: „Z natężoną uwagą wczytywałam się w list Szanowanej Pani traktujący o stanie jej zdrowia […]. Układ nerwowy jest u Sz[anownej] Pani krańcowo wyczerpany 1) pracą olbrzymią; 2) ciągłym myśleniem, nawet w przerwach między pisaniem a prawdopodobnie myśleniem i we śnie; 3) silnym i ciągłym odczuwaniem życia zewnętrznego. […] Sądzę i bardzo tego pragnę, aby Szanowna Pani oderwała się od pracy twórczej przynajmniej na 1/2, jeżeli nie na cały rok”.

Zalecenia dla pisarki? „Przepędzenie jesieni we Włoszech, a zimy na riwierze, wydaje mi się równie koniecznym, nie tylko ze względu na powietrze, ale, a może i głównie, dla oderwania się od zwykłych wrażeń i udręczeń”. Któż by nie chciał dostać takiej porady.

Eliza Orzeszkowa w swoim mieszkaniu w Grodnie, po lewej widoczny portret Konopnickiej pędzla Dulębianki, Zakład Fotograficzny M. Rubinstein (Grodno), przed 1910, Biblioteka Narodowa

Choroby kobiece

Tomaszewicz-Dobrska specjalizowała się jednak w ginekologii i położnictwie. „Dziennik dla Wszystkich” przekonywał w 1882 roku, że „doktorka Tomaszewicz-Dobrska ma tak rozległą praktykę w Warszawie, głównie w chorobach kobiecych i dziecinnych, że pozazdrościć jej może niejeden bardzo wzięty lekarz stołecznego miasta”.

Pierwsze lekarki często decydowały się na taką specjalizację. W 1892 roku „Wędrowiec” odpowiadał jednej z czytelniczek: „praktyką lekarską wyłącznie w chorobach dzieci i kobiet zajmuje się w Warszawie dr Anna Tomaszewicz-Dobrska, dr Teresa Ciszkiewiczowa i dr Julia Klauzińska”. Wiele pacjentek chwaliło sobie zresztą możliwość zwrócenia się z intymnymi dolegliwościami właśnie do drugiej kobiety

Konopnicka radziła się Ciszkiewiczowej listownie w sprawach własnych i córek. Gdy jej młodsza córka zmagała się z jakimiś poważnymi dolegliwościami, poetka instruowała zięcia, kogo powinien wezwać do Laury. „Radziłam Stachowi zmienić przede wszystkim doktora. Po wtóre, nie ma nic chyba bardziej rozdrażniającego, jak konieczność tych oględzin. Niechby Dobrska już, jeśli do Ciszkiewiczowej nie maja zaufania – (ale ja bym głosowała za Ciszkiewiczową) dokonywała tego i objaśniała doktora, jeśli na jej własną umiejętność nie liczą” – pisała z Nicei w 1897 roku. Czyli: „oględziny” wykonane przez lekarkę, diagnoza ewentualnie w konsultacji z innym lekarzem.

Ciszkiewiczowa po studiach w Bernie nostryfikowała dyplom w 1883 roku i rozpoczęła praktykę lekarską jako druga kobieta w Warszawie. Konopnicka musiała ją poznać właśnie w tym czasie, bo lekarka współpracowała z redagowanym przez poetkę pismem „Świt”, dla którego już w 1884 roku napisała cykl artykułów o higienie. Ten wątek – pionierska lekarka, znana pisarka i emancypacyjne pismo – pasowałby więc nawet lepiej do serialu niż Dobrska, Orzeszkowa i „Bluszcz”.

Lekarka Teresa Ciszkiewiczowa, „Tygodnik Ilustrowany”, 1921, Biblioteka Narodowa
Ogłoszenie lekarki Teresy Ciszkiewiczowej, „Kurier Warszawski”, 1914, Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie

Położnictwo czy pediatria to obszary medycyny najbardziej pasujące również do tradycyjnej wizji roli kobiety i długiej historii akuszerek, a przez to bardziej akceptowalne nawet dla konserwatywnej części społeczeństwa. Najbardziej zagorzali przeciwnicy dopuszczenia kobiet do uprawiania medycyny umieli jednak i tutaj znaleźć szereg przeszkód. Jeszcze w 1895 roku krakowski lekarz Ludwik Rydygier przyznawał, że kobieta może być akuszerką, owszem, ale specjalizować się w ginekologii – co to, to nie. Po pierwsze, ma za mało siły, by na przykład odebrać poród kleszczowy. Po drugie, bywa rozdrażniona podczas miesiączki. Po trzecie: co zrobi, jeśli sama zajdzie w ciążę? I tak dalej, i tak dalej.   

Rydygier nie podważał już nawet o samych umiejętności czy wiedzy hipotetycznej lekarki, lecz krytykował „kobiece” usposobienie, zbyt emocjonalne i chwiejne, by podjąć właściwą medyczną decyzję: „A władze umysłowe czy dopisałyby lekarzowi-kobiecie przy trudnych połogach? Czy miałby on tyle odporności i stałości umysłu, żeby przywołany do połogu przeciągającego się, ale niewymagającego operacyjnego zakończenia, oprzeć się zdołał błaganiom matki, męża, ciotek i samej rodzącej, błagających o skrócenie cierpień i ukończenie porodu?!”. Oczywiście kobieta nie oparłaby się łzom.

Przytułek nr 2

Jak daleka od takiego wyobrażenia była praktyka poważnej lekarki, pokazywało dobitnie sprawozdanie, jakie Tomaszewicz-Dobrska przygotowała w 1912 roku, po niemal trzech dekadach kierowania przytułkiem położniczym. Wyłania się z niego obraz działalności trudnej, wymagającej, pozbawionej zbytków. Przesiąkniętej zapachem karbolu, nie fiołków.

W 1882 roku niewystarczająca liczba oddziałów położniczych w Warszawie doprowadziła w końcu do stworzenia kilku nowych placówek. Niewielkie przytułki położnicze funkcjonowały na demokratycznych zasadach. Jak pisała Dobrska, miały zapewniać „pomoc bezpłatną bez różnicy stanu, wyznania, pochodzenia, o każdej porze dnia i nocy, nie wymagając żadnej innej legitymacji, prócz oznak rozpoczynającego się porodu”.

Anna Tomaszewicz-Dobrska, fotografia zamieszczona w publikacji Cecylii Walewskiej W walce o równe prawa. Nasze bojownice, 1930, Biblioteka Narodowa

Kierownictwo przytułku nr 2 powierzono Tomaszewicz-Dobrskiej. Lekarka przez lata zmagała się nie tylko z porodami i chorobami pacjentek, lecz także z niechęcią otoczenia wobec nowoczesnych rozwiązań medycznych, niedostatecznym finansowaniem i trudnymi warunkami działania.   

Pierwszą siedzibą było po prostu stare mieszkanie pozbawione zupełnie podstawowych wygód: „zlew bez wodociągu, którego odkażania musiałam pilnować osobiście: przynoszenie wody wiadrami i zlewanie w beczkę, z której czerpano ją do wszystkich użytków; brak klozetu, który zastępowano kubłami z proszkiem otwockim; wentylacja za pomocą lufcików przeze mnie otwieranych, za mymi plecami natychmiast zamykanych; piece opalane węglem kamiennym, popękane ze starości, nieuleczalnie dymiące; oświetlenie lampami naftowymi; pranie ręczne w balii, bez gotowania bielizny”.

Sytuację polepszyła nieco przeprowadzka na ulicę Żelazną, „gdzie rozporządzaliśmy w dwójnasób większą przestrzenią mieszkalną, wodociągiem, gazem, klozetem, oddzielną pralnią, górą, piwnicą, słowem obszarem wspaniałym, tym więcej obiecującym, że dawał się jeszcze powiększać przez donajmowanie pokoi w bezpośrednim pobliżu”.

Netflixowa lekarka także pracuje w przytułku, ale to raczej działalność dobroczynna w schronisku dla bezdomnych. W rzeczywistości Tomaszewicz-Dobrskiej łączyła dwie role: medyczną i administracyjną. Leczyła, odbierała porody, zarządzała zespołem lekarzy i akuszerek, szkoliła, starała się zdobyć dodatkowe finansowanie.

Przytułki noclegowe w Warszawie, rys. Jan Konopacki, „Kłosy”, 1885, Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy

Na marginesie: przytułkiem nr 5 kierowała wspomniana Julia Klauzińska. A Tomaszewicz-Dobrska jakoś poradziła sobie z przeszkodą wysuwaną przez Rydygiera, czyli ciążą – w 1883 roku urodziła bowiem syna.

Niebezpieczne cięcie

W niektórych miejscach można znaleźć informację, że to właśnie Tomaszewicz-Dobrskiej należy przypisać pierwsze udane cesarskie cięcie w Warszawie, którego dokonała w 1896 roku. W rzeczywistości od tego roku wykonywano operacje tego typu w kierowanym przez nią przytułku, ale żadnej nie przeprowadziła własnoręcznie.

W sprawozdaniu sama pisała: „Cięcie cesarskie miało dla nas równie wiele powabu, jak dla innych i nie mniej łakomych na nie ochotników. Znikoma liczba tych operacji […] wynikła nie z braku chęci lub materiału, lecz z roztropności nakazanej ciasnotą mieszkania, niedostatkiem urządzeń i potrzebą długich, kłopotliwych przygotowań dla urzeczywistnienia warunków należytej aseptyki. Pierwsze cięcie cesarskie wykonał u nas w 1896 r. kol. Borysowicz, na dobry początek. Dalsze cztery oraz wycięcie pękniętej macicy i pękniętego jajowodu ciężarnego, były udziałem kol. Szymańskiego”.

Fragment zestawienia operacji przeprowadzonych w przytułku położniczym kierowanym przez Tomaszewicz-Dobrską – po prawej stronie tabeli cesarskie cięcie, Sprawozdanie z działalności Przytułku Położniczego 2-go za cały czas jego istnienia od 17 listopada 1882 r. do 1 lipca 1911 r., 1912, Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy

Pod koniec XIX wieku była to operacja nadal wykonywana bardzo rzadko. W listopadzie 1890 roku „Kurier Warszawski” donosił na przykład: „W ubiegłym tygodniu wykonano trzy operacje cięcia cesarskiego. […] Niebezpieczne te operacje w ostatnich czasach często w Warszawie dają wynik pomyślny”.

Początkowo operację przeprowadzano w przypadku śmierci matki, starając się ocalić dziecko. Znane są pojedyncze przypadki sprzed XIX wieku. Pierwsze udokumentowane cesarskie cięcie na żywej kobiecie, przeprowadzone na ziemiach polskich – jak ustalił historyk medycy Edmund Waszyński, autor książki Historia położnictwa i ginekologii w Polsce – wykonał w 1821 roku w Warszawie Franciszek Ksawery Dybek. Dziecko urodziło się zdrowe, matka zmarła sześć dni po porodzie z powodu powikłań pooperacyjnych.

Cesarskie cięcie na rycinie z podręcznika Antoniego Krassowskiego Akuszeria, tom drugiego Operacje akuszeryjne, Warszawa 1879, Biblioteka Narodowa

Śmiertelność długo była bardzo wysoka. Dopiero rozwój medycyny – opracowanie techniki szycia macicy, wprowadzenie narkozy chloroformowej, zasad antyseptyki itd. – zwiększył szanse na przeżycie zarówno matki, jak i dziecka. Wciąż była to jednak operacja rzadka i obarczona dużym ryzykiem. Jak pisze Waszyński, „W Instytucie Położniczym w Warszawie w latach 1862-1883, na ogólną liczbę 6000 porodów, wykonano dwa cięcia cesarskie […]. Obie operowane zmarły, ocalało jedno dziecko”.

Co ciekawe, jedną z pierwszych operacji tego typu, wykonaną w Krakowie w 1831 roku, miał na koncie Ludwik Bierkowski, ojciec malarek Leony i Karoliny Bierkowskich – bohaterek mojej książki Własna pracownia. Gdzie tworzyły artystki przełomu wieków.

Większość operacji wykonywano w szpitalach, ale zdarzało się także poza salą operacyjną. W 1890 roku poznański ginekolog Heliodor Święcicki wykonał w mieszkaniu ciężarnej, a rok później – we własnym. Na pewno nie na balu.

W ciąży na bal

Pokazany w serialu dramatyczny poród na balu był mało prawdopodobny – z tej prostej przyczyny, że w XIX wieku kobiety w wysokiej ciąży nie uczestniczyły zwykle w dużych wydarzeniach towarzyskich. Serialowa Izabela z przekąsem komentuje zresztą obecność ciężarnej koleżanki na przyjęciu.

Przyczyną były nie tyle – albo nie tylko – konwenanse, lecz ówczesne zalecenia medyczne. Podobne rozrywki odradzał każdy poradnik dla matek. Lekarz Wilhelm Lubelski w opasłym zbiorze porad zatytułowanym Małżeństwo pod względem fizjologii i higieny, z dołączeniem uwag dietetycznych nad wychowaniem niemowląt, podług najlepszych źródeł (Warszawa 1862), pisał w rozdziale Higiena kobiety ciężarnej:

Alfred Stevens, Po balu, 1874, The Metropolitan Museum of Art

„Wszystkim jej zajęciom i zabawom powinna przewodniczyć myśl o przyszłym dziecięciu i dlatego starannie niech się strzeże spacerów, balów i w ogóle zabaw, połączonych z natłokiem publiczności, niewywczasem [czyli niewygodami – KDZ] i zmęczeniem. Inaczej bowiem, zamiast szczęścia, jakim pobłogosławiła ją natura, niewiasta może ulec chorobie, zarówno jej, jako i dziecięciu szkodliwej”.

Nowoczesna medycyna zapatrywała się już na te sprawy nieco inaczej. Lekarka Justyna Budzińska-Tylicka w poradniku Higiena kobiety i kwestie społeczne z nią związane (Warszawa 1909) zwracała uwagę:

„Podczas ciąży trzeba używać w miarę ruchu; ruch jest niezbędnym dla każdego żywego organizmu, dla jego przemiany materii; najlepszy jest spacer pieszy; wszelkich wstrząseń, jak to bywa w jeździe końmi lub koleją, w ostatnich miesiącach lepiej unikać”.

***

W książce Własna pracownia przywołuję historię, gdy malarka i graficzka Zofia Stankiewiczówna opowiada na jednym ze spotkań „o dawnych warszawskich feministkach”. Jest rok 1933, artystka przekroczyła siedemdziesiątkę. Nestorka polskiej sztuki, koleżanka Anny Bilińskiej i Marii Dulębianki, należy do pokolenia pierwszych Polek, które studiowały malarstwo w Paryżu.

Obecna na spotkaniu dziennikarka zda potem relację na łamach „Dziennika Poznańskiego”. Artystka snuje opowieść „o jednej z pierwszych kobiet doktorek, która sprowadzała sobie z Paryża toalety według najostateczniejszej mody, chcąc zadokumentować przykładem, że uczona feministka może się jednak ubierać elegancko i modnie. I o tym, jak mężczyźni odmówili przyjęcia do izby lekarskiej kolegi – kobiety”.

Dawne dzieje. Młodsze koleżanki Stankiewiczówna pokrzepi: „Powiadają, że dziś są złe czasy – a ja mówię, że dobre. Wy nawet nie zdajecie sobie sprawy, wy młode, jak wiele zdołałyście osiągnąć i to w krótkim czasie”.

Lekarze Justyna Budzyńska-Tylicka i Herman Rubinraut z pacjentką w gabinecie lekarskim, Poradnia Świadomego Macierzyństwa w Warszawie, fot. Jan Binek, 1931, Narodowe Archiwum Cyfrowe