, ,

Dlaczego Orzeszkowa nie cierpiała „Bluszczu”, czyli na marginesie serialowej „Lalki”

Izabela Łęcka w produkcji Netflixa marzy o pisaniu dla „Bluszczu” i za wszelką cenę chce pomóc redakcji kierowanej przez Elizę Orzeszkową. Jeśli ktoś miałby się przewracać w grobie, to raczej Orzeszkowa, nie Prus.

Biblioteczka Łęckiej

Zacznijmy kanonicznie – od powieści. Co czytała panna Łęcka? U Prusa można znaleźć taką wzmiankę: „Jest około piątej po południu. Panna Izabela siedzi w swoim gabinecie i czyta najnowszą powieść Zoli: Une page d’amour”. Wydana w 1878 roku powieść, po polsku ukaże się rok później we Lwowie, w przekładzie Wincentyny Limanowskiej, pod tytułem Kartka miłości. Łęcka czyta ją oczywiście w oryginale.

Później bohaterka sięga po inną lekturę: „Odsuwa tamburek i ze stolika, na którym leżą Szekspir, Dante, album europejskich znakomitości tudzież kilka pism, bierze: »Le Moniteur de la Mode« i zaczyna go przeglądać z największą uwagą. Oto jest toaleta obiadowa; oto ubiory wiosenne dla panienek, panien, mężatek, młodych mężatek i ich matek; oto suknie wizytowe, ceremonialne, spacerowe; sześć nowych form kapeluszy, z dziesięć materiałów, kilkadziesiąt barw… Co tu wybrać, o Boże?… Niepodobna wybierać bez naradzenia się z panną Florentyną i z magazynierką…”.

Ilustracja modowa Jules’a Davida, „Le Moniteur de la Mode”, 1878, Universitäts- und Landesbibliothek Düsseldorf
Okładka powieści Kartka miłości Zoli, 1931, Biblioteka Narodowa
Ilustracja modowa Jules’a Davida, „Le Moniteur de la Mode”, ok. 1868, Biblioteka Narodowa

Wydawany w Paryżu tygodnik „Le Moniteur de la Mode” był wyrocznią stylu dla modnych dam w całej Europie. Bogato ilustrowany magazyn wypełniały ryciny Jules’a Davida, opisy toalet, modele fryzur.

Czy Łęcka mogła czytać „Bluszcz”? Teoretycznie tak. Akcja powieści toczy się w latach 1878-1879, „Bluszcz” zaczął się zaś ukazywać w Warszawie w 1865 roku, szybko osiągając dużą popularność.

Na łamach „Bluszczu”

Wydawcą „Bluszczu” i jego nominalnym redaktorem był Michał Glücksberg, ale w rzeczywistości redakcją przez ponad trzydzieści lat kierowała pisarka i tłumaczka Maria Ilnicka. Powodem takiego wybiegu była zapewne jej przeszłość – Ilnicka po powstaniu styczniowym trafiła na pewien czas do więzienia, a jej mąż zginął na syberyjskim zesłaniu. To nie mogło się podobać rosyjskim władzom, od których zależała koncesja na wydawanie pisma.

Winieta „Bluszczu”, 1878, PAN Biblioteka Kórnicka

Pismo ukazywało się raz w tygodniu. Czytelniczki mogły znaleźć tam przegląd nowości kulturalnych, powieści w odcinkach, recenzje, artykuły społeczne i popularnonaukowe, publicystykę, felietony, zagraniczne korespondencje, sylwetki wybitnych kobiet. Z pismem współpracowały zarówno autorki, jak i autorzy. W „Bluszczu” publikowano na przykład nowelę Prusa Powracająca fala (1880) czy kilkanaście powieści Kraszewskiego, w tym Samą jedną (1881) opowiadającą o losach pewnej malarki (więcej piszę o tym w książce Własna pracownia. Gdzie tworzyły artystki przełomu wieków).

Każdy numer uzupełniała wkładka z wzorami strojów, przepisami i poradami domowymi – dodatek prowadzony przez Lucynę Ćwierczakiewiczową, autorkę bestsellerowych książek kucharskich. Układ graficzny i ilustracje modowe stanowiły przedruk z niemieckiego pisma „Der Bazar”.

Pierwsza strona dodatku modowego do „Bluszczu”, 1895, Biblioteka Uniwersytecka w Łodzi
Pierwsza strona niemieckiego magazynu „Der Bazar”, 1895, Universitäts- und Landesbibliothek Düsseldorf

Tygodnik przez wiele lat miał stabilną sytuację finansową, o co dbał Glücksberg. Pismo wydawano w Warszawie, ale można było zamówić również prenumeratę z wysyłką. „Nakład »Bluszczu« należał w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych do najwyższych wśród warszawskich tygodników” – podkreślał Jerzy Franke w opracowaniu Polska prasa kobieca w latach 1820-1918. Przykładowo w 1875 roku nakład wynosił 5400 egzemplarzy, natomiast konkurencyjnego „Tygodnika Mód i Powieści” – 1200.

„Na ogół dziennikarstwo warszawsk[ie] posiada u publiczności kobiecej zaufanie bez granic. Czego »Tyg[odnik] Ilustrowany« nie kazał robić, tego robić nie trzeba. O czym »Bluszcz« nie pisał, tego na świecie nie ma itd.” – zżymała się Orzeszkowa w 1882 roku.

Skromnisia czy pionierka

Za sprawą Ilnickiej profil pisma był dość konserwatywny. Lansowany przez nią ideał kobiety stanowiła zmodernizowana matka Polka – oddana rodzinie, szlachetna i religijna, ale także pracowita, zaradna i wykształcona.

„Bluszcz” unikał „radykalizmu” w postaci wyraźnie artykułowanych postulatów na rzecz równouprawnienia kobiet, ale równocześnie przychylnie relacjonował sukcesy pionierek w różnych dziedzinach. Na łamach tygodnika można było znaleźć stałą rubrykę Kronika ruchu kobiecego z doniesieniami o zdobyczach emancypacyjnych czy nowych zawodach uprawianych przez kobiety.

Orzeszkowa właśnie w charakterze i poglądach redaktorki naczelnej dopatrywała się słabości pisma. Wytykała Ilnickiej „pozowanie i skromnisiostwo posunięte, że się tak wyrażę – do parafiaństwa”, jak pisała w 1870 roku do Jana Kantego Gregorowicza, redaktora i wydawcy „Tygodnika Mód i Powieści”.

W tym samym liście deklarowała: „Wszystkie te niedostatki odbijają się i w »Bluszczu«. Jest to pismo białe, letnie i mgliste; dlatego nie miałam nigdy ochoty być jego spółpracowniczką. Niewielką tym zapewne wyrządziłam szkodę »Bluszczowi«, ale i sama nic nie straciłam”.

Okładka pisma „Tygodnik Mód i Powieści”, 1875, Biblioteka Jagiellońska

Chichot losu, że twórcy serialu uczynili z „Bluszczu” organ niemal feministyczny, a na jego czele postawili właśnie Orzeszkową – która nie cierpiała tego pisma, a najważniejsze dla ruchu emancypacyjnego utwory, jak powieść Marta (1873) czy rozprawę Kilka słów o kobietach (1870) opublikowała w rywalizującym z „Bluszczem” „Tygodniku Mód i Powieści”. Pisarka nie mieszkała nawet w tym czasie w Warszawie, lecz w Grodnie.

Rozwodowa Orzeszkowa

W tamtym liście Orzeszkowa odsłaniała także nieco przyczyny braku sympatii między nią a redaktorką „Bluszczu”: „Osobista zaś moja znajomość z panią Ilnicką skończyła się na kilku zamienionych odwiedzinach; pomimo dobrej woli z obydwóch zapewne stron nie mogłyśmy zejść się i zbliżyć z sobą, mnie w niej raziło pozowanie i ciasnota myśli – ją we mnie, jak mi powiadano, śmiałość moich opinii i… moja rozwodowa sprawa”.

Orzeszkowa w 1869 roku doprowadziła do unieważnienia pierwszego małżeństwa. Co więcej, pisarka wszczęła ten proces, gdy jej mąż wrócił dzięki amnestii z Sybiru. Konserwatywna Ilnicka, wdowa po powstańcu i zesłańcu, nie mogła pochwalać takiej decyzji.

Eliza Orzeszkowa, Zakład Fotograficzny Kloch i Dutkiewicz (Warszawa), przed 1867, Biblioteka Narodowa

W 1880 roku Orzeszkowa bardziej otwarcie opisała swój konflikt z Ilnicką Zygmuntowi Miłkowskiemu, autorowi znanemu pod pseudonimem Teodor Tomasz Jeż: „Rzecz jest taka: godzę się z »Bluszczem« i »Bluszcz« godzi się ze mną. Aby wiedzieć, co to znaczy, trzeba objaśnić, że z p. Ilnicką łączyły nas dotąd stosunki takie, jakie zachodzą zwykle pomiędzy ogniem a wodą. Gdy spotkają się z sobą – syczą, w oddaleniu – ogień mówi o wodzie »Ta łzawnica!«, woda o ogniu: »Ten podpalacz!«”. Przyznawała też szczerze: „miałam panią Ilnicką za różaną chmurkę spuszczającą na świat deszcz mazgajstwa i rosę różanej wody”.

To jednak nie wszystko: „W dodatku była i prywata. Kiedym osobę tę poznała, miałam lat 22 i zaczynałam piśmidła swoje drukować. Oprócz tego byłam samą, […] na koniec – rozwodziłam się. I to ostatnie stanęło jako mur chiński pomiędzy nami. Powtarzam: chiński, gdyż chińskim było obejście się ze mną redaktorki »Bluszczu«, kobiety o kilkanaście lat ode mnie starszej, która mię dla rozwodzenia się mego od siebie odsunęła, najhaniebniejszą przyszłość mi wróżąc i twierdząc, że kobieta, która rozwodzi się, ani szlachetną, ani utalentowaną (sic!) być nie może”.

Pisać czy nie pisać

Z jaką satysfakcją Orzeszkowa po latach, osiągnąwszy już sukces literacki, pokazała Ilnickiej – że może. „Gdy się tedy doskonale przekonała o tym niespełnieniu się przepowiedni i niepodzielaniu jej zdania, zapotrzebowała mię dla »Bluszczu«” – relacjonowała przyjacielowi.

Odpowiedziała wtedy przychylnie na propozycję współpracy wysuniętą przez Ilnicką. „Poparcie »Bluszczu« może o egzystencji naszej stanowić; ma 6000 prenumeratorek, a czytanym jest zapewne przez trzy razy tyle” – oceniała trzeźwo. Ostatecznie publikacja przesłanej powieści została jednak wstrzymana przez cenzurę.

Stosunki z redakcją wciąż pozostawały jednak widocznie napięte, bo kilka miesięcy później, gdy Orzeszkowa chciała opublikować w  prasie odezwę do kobiet, skarżyła się Miłkowskiemu: „Ale któż ją drukować będzie? »Bluszcz«, który mię nienawidzi? »Tygodnik Mód«, którego myszy nawet nie czytają? […] Gdyby było porządne pismo dla kobiet, można by przez nie wiele działać, ale – »Bluszcz« panuje!”.

Relacje pisarki z „Bluszczem” ocieplą się dopiero wtedy, gdy Ilnicka ustąpi ze stanowiska. W 1910 roku, po śmierci Orzeszkowej, tygodnik poświęci jej okładkę i dużą część numeru.

Portret Elizy Orzeszkowej na okładce „Tygodnika Ilustrowanego”, 1876, Biblioteka Narodowa
Eliza Orzeszkowa na okładce „Bluszczu”, numer poświęcony pisarce po jej śmierci, 1910, PAN Biblioteka Kórnicka

Co czyta emancypantka

Brak dobrego czasopisma kobiecego przez lata doskwierał Orzeszkowej. W 1883 roku pisała do Erazma Piltza, redaktora petersburskiego tygodnika „Kraj”: „Ani sposób człowiekowi mniej więcej poważnemu rekomendować którekolwiek z naszych pism dla kobiet. Jest ich dwa i właściwie nie ma żadnego. »Bluszcz« przedstawia kilka łokci różowej gazy, »Tygodnik Mód« – parę funtów skropionej łzami waty”. Podsuwała mu nawet myśl, żeby założył w Petersburgu porządne pismo dla kobiet – i przyznawała, że zawsze marzyła o założeniu takiego magazynu.

Właśnie w tamtym roku w Warszawie zaczęło się ukazywać pismo „Świt”, które miało stać się przeciwwagą dla „Bluszczu” – bardziej postępową i wyraźniej emancypacyjną. Kierownictwo literackie objęła Maria Konopnicka. „Ten »Bluszcz« z zasznurowaną buzią i spuszczonymi oczami dosyć mnie już nagniewał. Warto przecież kobiecie polskiej co innego dać w ręce” – zwierzała się wtedy do Orzeszkowej, prosząc zaprzyjaźnioną pisarkę o współpracę z tygodnikiem.

Konopnicka zaangażowała się w pracę w redakcji całym sercem, choć także miała pewne wątpliwości. Pisała Orzeszkowej: „Projekt ten – podług mnie – jedną tylko ma wadę, tę mianowicie, że ma to być pismo – dla kobiet. Nie żadne zresztą modne lub zajmujące się jakimś działem pracy wyłącznie kobiecej, co by usprawiedliwiało ten dodatek, ale owszem naukowe, literackie, dążące do celów humanitarnych. Dlaczego w takim razie – dla kobiet?”.

Okładka pisma „Świt” redagowanego przez Konopnicką, 1884, Biblioteka Narodowa

Poetce zależało na wysokim poziomie pisma i obawiała się upchnięcia w „kobiecej” szufladce: „Czyż ten dodatek: dla kobiet – nie stoi w ścisłym związku albo ze sposobem przedstawienia rzeczy w piśmie, albo z jakimiś ograniczeniami w treści? Wszak jeden tylko istnieje sposób doskonały przedstawiania wszystkich zjawisk i stosunków życia – i ten jest dla wszystkich”.

Ostatecznie „Świt” nie przetrwał długo, a Konopnicka, sfrustrowana i zmęczona, ustąpiła po dwóch latach. Warszawa nie była na to jeszcze gotowa, a czytelniczki wolały prenumerować „Bluszcz”.

…a co feministka?

Pierwszym feministycznym pismem na ziemiach polskich był „Ster”, wydawany pod redakcją Pauliny Kuczalskiej-Reinschmit najpierw we Lwowie, a potem Warszawie. To na łamach tego pisma ukazał się na przykład apel Marii Dulębianki o dopuszczenie kobiet do studiów w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie (więcej na ten temat piszę w biografii Samotnica. Dwa życia Marii Dulębianki).

„Ster” daleko wyprzedzał w swoich postulatach zarówno Orzeszkową, jak i Konopnicką. O równe prawa upominało się nowe pokolenie kobiet, którym jeszcze dalej było do „kilku łokci różowej gazy” rodem z „Bluszczu”.

Pierwsza strona pisma „Ster” z artykułem Dulębianki, 1895, Lwowska Narodowa Biblioteka Naukowa Ukrainy im. Wasyla Stefanyka

W 1908 roku Konopnicka pisała do córki z Krakowa, gdzie towarzyszyła Dulębiance coraz bardziej pochłoniętej walką o prawa wyborcze kobiet: „Tak się zmęczyłam tym kurczeniem się w jednym pokoju. Szczęściem, że Dulębianka cały swój feminizm uprawia w innym. Ja nie mogę, i nie mogę przejąć się tą akcją. Rozumowo – przyznaję słuszność, ale uczuciowo – jestem daleka od tych zabiegów”.

***

Izabela Łęcka na pewno nie czytałaby „Steru”. Chociaż może? Przez tyle lat wiele się mogło u niej zmienić.